Posts filed under 'Samo zycie'

Nie będzie klient pluł Nam w twarz!

W wydaniu weekendowym DeMorgen jest zawsze artykul o tym, jak najtaniej gdzies spedzic pare dni. Ostatnio te dwie mlode pseudo-reporterki pojechaly do Krakowa. Wszystko im sie podobalo, i choc jest drozej niz gdziekolwiek indziej w Polsce, to i tak bylo tanio. Dobre jedzenie, fajny hotelik, piekne zabytki…. tylko jedna uwage mialy, ze Krakowianie sa niesympatyczni (!!). Chodzi o osoby pracujace w uslugach, przede wszystkim kelnerzy, sprzedawcy, kierowcy autobusow. Im taniej tym gorzej z uprzejmoscia. Wniosek byl taki, ze Polacy jeszcze sie nie nauczyli, ze to wazne aby klient WROCIL. Usmiech w Polsce jest bardzo drogi.

A najgorsze jest to, ze czesciowo maja racje. Wiem, sytuacja powoli sie zmienia, bardzo powoli, i oczywiscie nie wszedzie tak jest, bo jakby nie bylo Krakow to jednak wyjatek. Ale co tu duzo mowic, Polska byla kiedys krolestwem, przez co zbyt wielu ma manie wielkosci i uwaza, ze im korona z glowy spadnie jak sie pochyla ku klientowi, aby byl zadowolony, zaplacil, polecil znajomym i sam wielokrotnie wrocil. Klient to zaraza, trzeba go ordynarnie zlupic z kasy i niech sie tu wiecej nie pokazuje… Nie bedzie Klient plul nam w twarz!

Zastanawiam sie skad bierze sie ten kompleks nizszosci Polaka. Nie sposob za wszystko winic socjalrealnej spuscizny ekonomicznej, bo niejeden kraj podniosl sie z kryzysu z usmiechem na twarzy. Sa rowniez kraje, ktore wciaz, pomimo biedy, potrafia smiac sie i bawic i z otwratymi rekoma przyjmowac tabuny rozjuszonych turystow. Czy Polak uwaza, ze jego swietym obowiazkiem jest udowadnianie wszystkim, a przede wszystkim sobie samemu, ze jest lepszy od innych? Dlaczego Polak nie potrafi uwierzyc, ze nie nie jest taki malutki i glupiutki*, jak mu sie zdaje, ze inni go widza??

*hm…


Add comment środa, czerwiec 25, 2008

Pochwalone niech beda Robaczki!

Pieknie slonecznie jest, ale zdradliwie zimno. Nawet pogoda nie jest taka jak kiedys. Kiedys, bardzo dawno temu, koniec czerwca to byla letnia biala bluzka, granatowa spodniczka, sandalki (przewaznie czerwone, bo innych nie sprzedawano) i kilka czerwonych gozdzikow w drzacej dloni. Dla Pani. Na wymiane, za Bardzo Wazna Kartke z Bardzo Waznymi Robaczkami, ktore potem mialy zadecydowac o przyszlosci. Robaczki, na ktorych taka rola spoczywala, nie zawsze mialy upragniony wyglad. Kto sprytniejszy, zbieral takie w ciagu roku, zeby na koniec mogl sie nimi pochwalic. Bo Pochwalone Robaczki odplacaly sie ponad miare… szacunkiem i powazaniem, w oczach innych przede wszystkim. Chwala Robaczkom.


Add comment poniedziałek, czerwiec 23, 2008

I do miasteczka przyjechał cyrk…

Ludziska z calej okolicy sie zeszli. Festyn, muzyka przyspiewna grala, tance byly w trawsku po kolana i kram z kielbaskami pana Janka… eech!! Co to byl za dzien!!!

ZASMARKANY. Miejsce zdarzenia: pole sasiada, rozmokle po dwutygodniowej, powiedzmy delikatnie, bardzo nieprzychylnej pogodzie. Lalo jak z cebra, ze nie przelewki, ale przechlusty. Ludzie sie nie zeszli - ze wzgledu na deszcz. A ci co byli, to sie raczej zjechali, na blocku rozmazanym po okolicznych drogach, przez traktory i samochody dostawcze. I to nie byl cyrk, a wlasciwie byl, bo zawody ponad 500 bystrych rumakow w skokach przez przeszkody na rozmoknietej polanie. Nie jeden wyladowal na kolanie…. taki rym. Wielu zrezygnowalo przed ukonczeniem biegu, nie chcac narazac swojej bestii na uraz.

Nie sposob bylo zostac dluzej i popatrzec, bo czlowiek sam sie zapadal w to bloto po kolana. W namiocie nie bylo wystepow trapezowych, ani pokazow tresury, jedynie piwodajnia dla dzokejow z problemami jelit oraz ich swity. A zamiast kielbasek pana Janka, jakis Hans chlubil sie frytkami (z zamrazarki) i hamburgerami (z fabrycznej wieprzowiny)… eee, taki dzien….?


Add comment środa, czerwiec 18, 2008

Przyjaciele

Ach, zycie w serialu! Wyglada sympatycznie, bo przyjaciele dbaja o siebie, odwiedzaja sie, wpadaja na chwilke do siebie, wtracaja sie, nie wtracaja sie, dzwonia do siebie, jadaja razem, wychodza razem, przesiaduja godzinami razem w kafejce, pomagaja sobie, wiedza kiedy sa sobie potrzebni… a nawet jak nie sa potrzebni, to sa ze soba. Niezly pomysl na przyjazn. Szkoda, ze nierealny. Jesli sie myle, to prosze sie wpisac w komentarzach, ze “my jestesmy od lat zgrana grupka przyjaciol”, albo cos w tym stylu; niech mnie szlag troszke trafi. Bardzo prosze. A tymczasem pogadam z Niuniu - moj nowy kumpel, troche welniany jest, ale porzadnie uszyty. Ma zamkniete oczy i domniemane uszka. Wyslucha. Pomoze? Nie ma niestety raczek. Odpyskuje? Tez nie, sprytna projektantka zaoszczedzila na nici. Na razie Niuniu dotrzymuje mi towarzystwa.


Add comment piątek, czerwiec 6, 2008

Ile było bananów?

Zrobilam torta waniliowo-bananowego z rumem, przekladanego banananmi i slonecznikiem smazonym na miodzie lawendowym, ale kto by tam spamietal… wiem, ze z rumem. Uprzejmie informujemy, ze zdjecia beda w pozniejszym terminie… hyp! O, szefraszam…


Add comment sobota, maj 31, 2008

Previous Posts


Dzien po dniu...

lipiec 2008
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Najswiezsze!!

Przeczytano...

Chmurki

Akademia Sztuk Artyfartylandia Bliscy a Dalecy Ciuchy Daleko a blisko Kraina Frytek moda Niebo w gebie projektowanie Samo zycie Taka JA Welniana welna Wielu Przyjaciol mam

Linki

Co bylo, a nie jest...

Strony