Zaszufladkowany do: Artyfartylandia, Bliscy a Dalecy, Kraina Frytek, Taka JA, Wielu Przyjaciol mam | Tagi: facebook, linkedin, netlog, sieci wirtualne, Szesc Stopni Oddalenia, znajomosci

Jeszcze dobrze nie otrzasnelam z Facebooka, ktory jest strasznie sympatyczny, choc pochlania milion mojego czasu, a tu juz kolejne sieci neca… (więcej…)
Zaszufladkowany do: Bliscy a Dalecy, Niebo w gebie, Samo zycie, Taka JA | Tagi: boze narodzenie, gourmet, kolacja, swieta, wieczor, Wigilia

Niebo w gebie ta gwiazdka z nieba… I juz po swietach. Chociaz gwiazdki mi zostaly… Moze mam szanse na spelnione marzenie… chociaz malutkie…? Spokojnie i wcale nietradycyjnie bylo. Bo tu bylo. Tu, bo tu zmora nie dosiega. Wigilia u kuzynki, dwa domy dalej. Najpierw szampan (o! ciocia blednie), potem mieso (och!!! babcia mdleje), a na okrase dobre czerwone wino (omatkorety!!!! cala rodzina lapie sie za glowe). A na dodatek na stole staly tylko grzejniki z malymi patelenkami i kazdy gosc musial wstac od stolu (oooo!!! nie do wiary), podejsc do innego stolu, na ktorym staly polmiski z zarowno miesem, kielbaskami, jak i warzywami, sosami i innymi dodatkami. Kazdy gosc nakladal dozwolona sumieniem ilosc na talerz i wracal do glownego stolu, gdzie sam sobie musial usmazyc ta kolacje. Czyste poganstwo, czy jak?!! Wigilia po belgijsku. Chociaz czesto bywa jeszcze ciekawiej, bo mozna sie tez wybrac do restauracji.
Wigilia po belgijsku, a przy najmniej w tej rodzinie, oznacza, ze Gwiazdor ma wolne (albo wogole nie istnieje), bo nie daje sie prezentow. Pod choinka pusto. Nie ma, ze kazdy w rodzinie robi kazdemu prezent. Tu tradycja jest troche smutna, gdyz automatycznie wyklucza trzygodzinne (albo lepiej! i tu ja sie lapie za glowe) siedzenie w rodzinnym polkolu przy choince, przedluzane dzieciecym slimaczeniem sie oczekiwanie na niespodzianke (bo zawsze najmlodsze dziecko podaje prezenty spod choinki) oraz pokazywanie kazdego jednego prezentu na forum rodziny, przymierzanie i cieszenie sie. Czasem sa nawet oklaski, a na pewno zawsze duzo smiechu. Czasem niebardzo wiadomo, kto i z czego sie smieje, ale to nikomu nie przeszkadza. Tak wiec, w tym smutnym Tutaju takiej domniemanej frajdy nie ma.
Wieczor Wigilijny konczy sie stosem ciast “trzy dni najprzod pieczonych makowcow”…?? Alez skad. To by bylo za latwe. Otoz Wieczor Wigilijny konczy sie kawa i deserem, ktory nazwywa sie “Kerststronk”. I tu mam zamyslnik, poniewaz nie wiem dokladnie jak to opisac… to jest dlugie, polokragle jak makowiec do gory nogami. Na wierzchu ozdobiony w stylu “Boze Narodzenie”, a w srodku sa dwie warstwy jasnego biszkopta, ale to nie one tworza ten stronk, cala reszta tej formy (i pomiedzy biszkoptami) to tlusty, slizgajacy sie po podniebieniu i przyklejajacy sie do zebow bezowy, jak gorset kumy z Podlasia, krem margarynowy o niesprecyzowanym smaku. Ble!!! Cale szczescie, ze przynioslam swoje pracowicie wytworzone cynamonowe gwiazdki i czekoladowe babeczki z wisniami i migdalami, bo nie mialabym satysfakcji.
Taka Wigilia. Nie musze chyba dodawac, ze tu nie ma czegos takiego, jak lamanie sie oplatkiem. Jest co najwyzej lamanie sie gospodyni nad pozostalosciami po kolacji, bo co ona ma zrobic z miska salaty, kilkoma pomidorami i drugim polmiskiem nakrojonego przez rzeznika miesa…???
Zaszufladkowany do: Bliscy a Dalecy, Samo zycie, Taka JA | Tagi: niechec, obawa, psychoanaliza, sama, smok, strach, zmoRa
…zbliza sie. jeszcze nie widze, ale czuje i wiem, ze sie zbliza. zmoRa jest straszna i przerazliwa. wyglada jak smok wawelski, ale ma piec glow zamiast jednej. kazda z nich jest inna, choc wgladaja tak samo. nie sa brzydkie, wygladaja jak typowa glowa smoka. ale to, czym sie charakteryzuja i, co reprezentuja napawa mnie niepojetym strachem, odraza, niechecia, kompletnym zalamaniem nerwowym. za kazdym razem w obliczu nieuniknionego spotkania, mam ochote brac nogi za pas i wiac, gdzie pieprz rosnie ___________________ .
uciec sie nie da, bo zmoRa, chcial nie chcial, jest integralna czescia mnie samej.
obmyslam plan…
Zaszufladkowany do: Bliscy a Dalecy, Daleko a blisko, Kraina Frytek, Samo zycie | Tagi: , ankieta, belgia, dag, Holandia, kryzys
Ciekawe, co bedzie dzisiaj? Wprawdzie pomoc moze nadejsc z nieoczekiwanego kierunku… A tak, bo Holenderska gazeta Dag przeprowadzila wczoraj ankiete na temat:
“Czy Holendrzy przyjeliby Flandrie do siebie?”
Okazalo sie, ze 43% nie mialoby nic na przeciwko, bo Belgia jest fajnym krajem, co prawda holederski stereotyp mowi, ze belgowie sa glupi, ale w belgii ze wzajemnoscia uwaza sie, ze holendrzy to serowe glowy – kaaskoppen. Jednak z drugiej strony na polnocy uwaza sie, ze belgijska kuchnia jest duzo lepsza, a i burgundski styl zycia wydaje sie lepsza alternatywa na przyszlosc niz holenderskie skapstwo. Zycie jest takie krotkie.
Zauwazam mala anomalie, iz cala ankieta traktuje “o Belgii”, nie “o Flandrii” (a przynajmniej tak podano w Wiadomosciach), i holendrzy wypowiadaja sie o belgach, nie o flamandach, ktorych ewentualnie mogliby przyjac do siebie. Jak widac, w skutek braterstwa jezykowego, wypieraja ze swiadomosci fakt istnienia Walonii… Ciekawa jestem, czy Francuzi postrzegaja Belgie wylacznie jako Walonie, kraj francuzkojezyczny…?? Zawsze sie dziwilam, jak taki sztuczny twor, jak Belgia, moze wogole istniec (jak mozna bylo cos tak nienaturalnego swtorzyc w tak nowoczesnych dziejach historii?… ) ???
W kazdym razie, gdyby Holenrzy mogli nadac nowo utworzonemu panstwu nazwe, to bez zastanowienia bylyby to Zjednoczone Niderlandy (co by sie wreszcie kompletnie graficznie i jezykowo zgadzalo…), albo ewentualnie jeszcze – Utopia, chyba ze wzgledu na zestaw nie do pobicia: belgijskie piwo i czekoladki, wysmienita flamandzka kuchnia, holenderskie coffeeshops (?!) i jeden oszczedny jezyk panstwowy. Hm… jak slodko.
Zaszufladkowany do: Bliscy a Dalecy, Samo zycie, Taka JA, Welniana welna, Wielu Przyjaciol mam | Tagi: , bill gates, email, facebook, felting artcrafts, flikr, woolitbe
Facebook to kolejne “cudo” ery internetowej do zawierania przyjazni, prowadzenia osobistego kacika zainteresowan z miejscem dla domowych zwierzakow, albumow ze zdjeciami i do prymitywnych interakcji ze znajomymi. Oczywiscie, ze sie zapisalam (daaa!). Przeciez ja musze wszystko wybrobowac. Teraz to ja juz wogole nie wyjde z domu, bo bede calymi dniami, od bozego switu do ciemnej nocy uzupelniac te moje wszystkie blogi, sklepiki, galerie flikr, nasza klase, czytac maile, prowadzic Felting ArtCrafts, a tam tez sie odpowiada na maile, wita nowych czlonkow, doradza i uzupelnia zdjecia wlasnych prac. Och!
Bo to takie wspolczesne czasy, ze teraz trzeba sie odizolowac od swiata zewnetrznego i zostac w domu z nosem w komputerze, zeby dowiedziec sie co nowego na swiecie, poznac ludzi, zawrzec przyjaznie, zobaczyc miejsca i rozwinac zainteresowania. Zaczyna mnie to przerastac. Ja nie mam na to czasu, nie chce miec na to czasu. Zostawie sobie cos jednego, ale ktore wybrac?