Zaszufladkowany do: Artyfartylandia, Samo zycie | Tagi: knajpa, piwo, zwyczaje
Ostatni raz na piwie w Polsce bylam dawno temu, ale do dzis mam w pamieci ten szok. TU jest inaczej. Po tylu latach juz zdazylam sie przyzwyczaic do tego, ze jesli sie tu idzie na piwo ze znajomymi do knajpy, to dba sie o wspolne dobro podczas calego wieczoru. Taka zachodnia komuna spoleczna. Jesli zamawia sie cos do picia, niekoniecznie piwo oczywiscie, to robi sie to dla i w imieniu wszystkich.
Na to sa dwa sposoby: (więcej…)
Zaszufladkowany do: Artyfartylandia, Welniana welna | Tagi: filcowanie kota, pet felting, Welniany filc
Mamy cztery koty, ale nigdy nie przyszlo mi do glowy cos takiego.

Zaszufladkowany do: Artyfartylandia, Kraina Frytek, Samo zycie, Taka JA, Welniana welna | Tagi: niuniu, poduszka, przyjaciele, przyjaźń, przytulanka, Welniany filc

Ach, zycie w serialu! Wyglada sympatycznie, bo przyjaciele dbaja o siebie, odwiedzaja sie, wpadaja na chwilke do siebie, wtracaja sie, nie wtracaja sie, dzwonia do siebie, jadaja razem, wychodza razem, przesiaduja godzinami razem w kafejce, pomagaja sobie, wiedza kiedy sa sobie potrzebni… a nawet jak nie sa potrzebni, to sa ze soba. Niezly pomysl na przyjazn. Szkoda, ze nierealny. Jesli sie myle, to prosze sie wpisac w komentarzach, ze “my jestesmy od lat zgrana grupka przyjaciol”, albo cos w tym stylu; niech mnie szlag troszke trafi. Bardzo prosze. A tymczasem pogadam z Niuniu – moj nowy kumpel, troche welniany jest, ale porzadnie uszyty. Ma zamkniete oczy i domniemane uszka. Wyslucha. Pomoze? Nie ma niestety raczek. Odpyskuje? Tez nie, sprytna projektantka zaoszczedzila na nici. Na razie Niuniu dotrzymuje mi towarzystwa.
Zaszufladkowany do: Artyfartylandia, Samo zycie | Tagi: czekoladowe kuleczki, konfitura z owoców leśnych, tort czekoladowy
W wolnych chwilach pochłania mnie kuchnia… a potem szybko ja ją. Cala sztuka polega na tym, zeby sie nie dac. Tort czekoladowy z kawa. Nie ustepowac! Przekladany kajmakiem oraz konfitura z owocow lesnych. I mozna sie oprzec? Obficie oblany czekolada. No, mozna? Obsypany czekoladowymi kuleczkami. Nie mozna!
Praca z welna, a szczegolnie w przypadku spilsniania, laczy sie niewymownie z potem, ktory wynika z wysilku, potrzebnego z kolei do zagniatania czesanki z mydlem, obficie polewanej goraca woda, az do momentu czesciowego lub calkowitego spilsnienia. Proces ten w zaleznosci od rodzaju, a przede wszystkim od rozmiaru kreacji, moze trwac nawet do kilku godzin.
Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze nie nalezy sie zabierac za to zajecie na dworze, na przyklad w ogrodzie, a byloby tak przyjemnie… duzo bowiem cierpliwosci potrzeba do ukladania lekkich jak piorko kawalkow czesanki przy “zabawnych” letnich podmuchach wiatru. Wszystko fruwa. Wiec zanim czlowiek zacznie sie pocic przy spilsnianiu w prazacym sloncu, to sie zdrowo napoci biegajac za welna po ogrodzie.
Hobby na lato? Raczej nie dla mnie. Wiec na zadne Filcowe Sympozja, jakze liczne latem w calej Europie, tez nie pojade, pomimo, ze “kazdy zainteresowany tematem powinien rozwijac swoje umiejetnosci, a szczegolnie jesli sie ma wtedy okazje do pracy pod okiem miszcza “… bla bla. Nie dam sie namowic, ani przekonac do zaplacenia grubych pieniedzy (a jak inaczej, miszczu tez musi zyc!) za pare dni ciezkiej pracy, dobrowolnych wypocin w upale, tworzac przynajmniej czesciowo z gory narzucone kreacje, i to pod czyims dziwnym okiem.
To juz wole wybrac sie na splyw kajakowy, bo jesli chodzi o fizjonomie samego zajecia, to mi wychodzi na to samo, a widoki i przezycia znacznie ciekawsze.
A tworzyc to ja chce sama z siebie, kierowac sie intuicja, w dogodnej mi porze roku, a nie zeby mi w to jakies oko swoj nos wsadzalo.
