Przy rondzie rosna juz krokusy…
Nie ma jeszcze komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
środa, marzec 18, 2009, 2:36 pm
Zaszufladkowany do: Samo zycie, Taka JA | Tagi: krokusy, robi sie cieplo, rozmowa z koniam, spacer po miescie
Zaszufladkowany do: Samo zycie, Taka JA | Tagi: krokusy, robi sie cieplo, rozmowa z koniam, spacer po miescie
Nareszcie robi sie cieplo, choc nie jest az tak cieplo, zeby zaraz na pol nago do ludzi. Na taki spacer…. My mieszkamy na wylocie z miasta (napisala niedoszla stewardessa…), na wzgorzu i strasznie tu wieje, szczegolnie swietnie zawiewa uliczne smieci na prog. Wiec ubralam sie ze szczegolna ostroznoscia, nie to zeby szklany plaszcz, ale wlozylam grubszy sweter, bo nie lubie jak pod bluzke wieje, zapatulilam sie w ten plaszcz, rekawiczki i zamotalam wlasnorecznie filcowany szal trzy razy, wg wlasnego przepisu, wokol szyji. Slonce swiecilo po prostu bosko, ciepelko zaczelo stawac sie odczuwalne… (!) Jak tylko zatrzasnelam za soba drzwi, silny podmuch wiatru zakrecil mi sie wokol nog, wpadl pod ten moj zacisniety plaszcz, przecisnal sie do gory i wylecial z powrotem na zewnatrz przez kolnierz. Brrr…!!!
Przy pierwszym rondzie w centrum odmotalam sie juz z tego szala, bo mijajace mnie na rowerach nastolatki ubrane, a raczej rozebrane, jak do rosolu, troche dziwnie sie na mnie patrzyly. Przy drugim rondzie zdjelam rekawiczki i rozpielam plaszcz, bo mi glupio bylo, a poza tym po skulaniu sie tej mojej gory spocilam sie jak mops. Pomyslalam, cieplutko cieplutko, ale dalej sie rozbierac nie bede. Jakies granice trzeba miec, pomimo, ze Szengen. No i tak szlam sobie szerokim lukiem wokol centrum, co bardzo lubie, najpierw na spacer, a potem
po male zakupy i z powrotem pod ta gore. Darmowa gimnastyka z ciezarkami. Mam ten luksus, ze nie musze do wieczora czekac, zeby samochodem podjechac te pare kilometrow na silownie, za ktora slono zaplacilam, i wachac innych milosnikow drogiego potu. Ja korzystam z pieknej pogody swiezego powietrza oraz pofaldowan terenu i nic mnie to nie kosztuje
Jedynie moze zdarte obcasy. Bo ja zdzieram. Niestety slonce juz oslablo, nawet w centrum podniosl sie wiatr i zanim doszlam do tamtego pierwszego ronda, tuz przed moja gora, juz sie zdazylam z powrotem ubrac, pozapinac, pozamotac szalem i wciagnac rekawiczki. Jak himalaista przed podbojem Everestu!!
W polowie drogi jeszcze, niemalze Winetu, rozbialm oboz przy trzech przepieknych pasacych sie koniach, same podeszly. Postalam, pogadalismy… To konie sasiada, a czlowiek musi poplotkowac. Swietny spacerek!! Chyba pojde jeszcze raz!!
Dodaj komentarz
Nie ma jeszcze komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Znak podział wiersza i akapitu wstawiany jest automatycznie, twój adres e-mail nie będzie opublikowany, stosowanie HTML jest dozwolone:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>