Zaszufladkowany do: Artyfartylandia, Samo zycie | Tagi: knajpa, piwo, zwyczaje
Ostatni raz na piwie w Polsce bylam dawno temu, ale do dzis mam w pamieci ten szok. TU jest inaczej. Po tylu latach juz zdazylam sie przyzwyczaic do tego, ze jesli sie tu idzie na piwo ze znajomymi do knajpy, to dba sie o wspolne dobro podczas calego wieczoru. Taka zachodnia komuna spoleczna. Jesli zamawia sie cos do picia, niekoniecznie piwo oczywiscie, to robi sie to dla i w imieniu wszystkich.
Na to sa dwa sposoby: Jeden polega na tym, ze kazdy po kolei zamawia drinki dla wszystkich. Zbiera zamowienie, wola kelnera lub idzie do baru (jesli to impreza stojaca), zamawia, placi, przynosi grupie i rozdaje. Czyli, jesli jest 6 osob, to impreza trwa, az kazdy po kolei postawi rundke. Gorzej jest jak zaczyna sie runda nr2, ale to juz inna historia. Niektorzy sie opozniaja, a niektorzy funduja kolejke, kiedy jeszcze szklanki w polowie pelne (lub juz w polowie puste, zalezy komu jaka przypadlosc psychiczna doskwiera). Jest to bardzo naturalne, kazdy trzyma sie swojej kolejki bez przypominania lub wytykania palcem, bo wymiganie sie jest bardzo zle postrzegane. Wrecz ujma na honorze. Jesli ktos nie zdazyl postawic, wczesniej wyszedl, lub grupa sie rozeszla, to koniecznie trzeba sie umowic na nastepny raz, zeby nadrobic zaleglosci. Szczegolnie panom szkodzi takie nadwyrezenie wlasnego ego, ze jak to, ze co, mnie nie stac??
Drugi sposob korzystania z dobrodziejstw knajpy, baru w klubie sportowym lub lejacego sie strumieniami piwa podczas letnich festiwali, polega na “zrzuceniu sie” do jednego kociolka. Ta metoda przydaje sie szczegolnie kiedy liczba uczestnikow przekracza wyzej wspomniane 6 osob. Nawet osiem herbat w jeden wieczor ciezko zniesc… chociaz znam kogos, kto nie mialby z tym zadnego problemu (:O). Ani z osmioma herbatami w jeden wieczor, ani z piciem goracej herbaty na goracej plazy na goracej Dominikanie w srodku goracego sezonu… Ratunku! Po zrzuceniu sie powiedzmy po 10 euro, wyznacza sie jedna osobe odpowiedzialna za kociolek, ktora placi za kazda kolejna runde. Wtedy nikt nie jest zobowiazany zostac do jakiegokolwiek konca, a reszte pieniedzy przeznacza sie na inny wspolny cel, albo przenosi na nastepny raz. Bardzo proste.
W Polsce jest inaczej. I to bardzo! A przynajmniej, tam, gdzie ja pilam (jedno male piwo!). A to bylo tak. Grupa przychodzi se. A wlasciwie ludzie – kolejno, z polgodzinnymi nawet przerwami. Co kto przyjdzie se, to zamawia se, co chce. Jak rozmowa klei sie, to ten, co mu sie chce (pic!) zamawia se. A ja przygladam sie biednej kelnerce, ktora osiem razy podchodzi se do jednego stolika w pieciominutowych odstepach czasu, aby przyjac se kazde nowe zamowienie. Oddzielnie! Ze jej sie chce. Ale widocznie jej sie chce, bo w kawiarni nie ma tloku. Siedzi kilka par przy innych stolikach, wiec tam podchodzi se tylko po dwa razy… mniemam. No i kazdy pije se, co chce. A na koniec kazdy se (tych osiem osob z naszego stolika) idzie do baru i placi se, spowiadajac sie kolejno, co pil. A pani swietnie pamieta se, bo nic nie zapisywala. Bo i sie nie zapisuje “jedno duze”… mozna zapamietac. Osiem razy, miejscowo razy dwa. Ale nie wszedzie… jak ta pani to wszystko weryfikuje se, nie mam pojecia. I czy wogole…? Na mnie kolej przyszla tez, wiec ja przykladem placacej przede mna kolezanki, se do pani “to ja dwa male, … prosze”, bo to jednak byly dwa, a nie jedno. To “prosze” to bylo se tak z uprzejmosci, ladny jest nasz jezyk polski, poszpanowalam se. Pani sie zaczela krzatac za tym barem szepczac do drugiej pani, jakby bardziej ogarnietej w tej materii, ale i tak jej nie wyszlo. Podczas, gdy ja zapinalam plaszcz, pakowalam torebke i wkladalam rekawiczki (!), pani postawila przede mna dwa male piwa (!). Zamiast rachunku. Pf…
Do dzis nie wiem o co chodzilo w tej kawiarni…
Nie ma jeszcze komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>