Welniane lato…?
środa, maj 14, 2008
Praca z welna, a szczegolnie w przypadku spilsniania, laczy sie niewymownie z potem, ktory wynika z wysilku, potrzebnego z kolei do zagniatania czesanki z mydlem, obficie polewanej goraca woda, az do momentu czesciowego lub calkowitego spilsnienia. Proces ten w zaleznosci od rodzaju, a przede wszystkim od rozmiaru kreacji, moze trwac nawet do kilku godzin.
Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze nie nalezy sie zabierac za to zajecie na dworze, na przyklad w ogrodzie, a byloby tak przyjemnie… duzo bowiem cierpliwosci potrzeba do ukladania lekkich jak piorko kawalkow czesanki przy “zabawnych” letnich podmuchach wiatru. Wszystko fruwa. Wiec zanim czlowiek zacznie sie pocic przy spilsnianiu w prazacym sloncu, to sie zdrowo napoci biegajac za welna po ogrodzie.
Hobby na lato? Raczej nie dla mnie. Wiec na zadne Filcowe Sympozja, jakze liczne latem w calej Europie, tez nie pojade, pomimo, ze “kazdy zainteresowany tematem powinien rozwijac swoje umiejetnosci, a szczegolnie jesli sie ma wtedy okazje do pracy pod okiem miszcza “… bla bla. Nie dam sie namowic, ani przekonac do zaplacenia grubych pieniedzy (a jak inaczej, miszczu tez musi zyc!) za pare dni ciezkiej pracy, dobrowolnych wypocin w upale, tworzac przynajmniej czesciowo z gory narzucone kreacje, i to pod czyims dziwnym okiem.
To juz wole wybrac sie na splyw kajakowy, bo jesli chodzi o fizjonomie samego zajecia, to mi wychodzi na to samo, a widoki i przezycia znacznie ciekawsze.
A tworzyc to ja chce sama z siebie, kierowac sie intuicja, w dogodnej mi porze roku, a nie zeby mi w to jakies oko swoj nos wsadzalo.
Entry Filed under: Artyfartylandia, Taka JA. .


Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed