Gwiazdka z nieba

Niebo w gebie ta gwiazdka z nieba… I juz po swietach. Chociaz gwiazdki mi zostaly… Moze mam szanse na spelnione marzenie… chociaz malutkie…? Spokojnie i wcale nietradycyjnie bylo. Bo tu bylo. Tu, bo tu zmora nie dosiega. Wigilia u kuzynki, dwa domy dalej. Najpierw szampan (o! ciocia blednie), potem mieso (och!!! babcia mdleje), a na okrase dobre czerwone wino (omatkorety!!!! cala rodzina lapie sie za glowe). A na dodatek na stole staly tylko grzejniki z malymi patelenkami i kazdy gosc musial wstac od stolu (oooo!!! nie do wiary), podejsc do innego stolu, na ktorym staly polmiski z zarowno miesem, kielbaskami, jak i warzywami, sosami i innymi dodatkami. Kazdy gosc nakladal dozwolona sumieniem ilosc na talerz i wracal do glownego stolu, gdzie sam sobie musial usmazyc ta kolacje. Czyste poganstwo, czy jak?!! Wigilia po belgijsku. Chociaz czesto bywa jeszcze ciekawiej, bo mozna sie tez wybrac do restauracji.
Wigilia po belgijsku, a przy najmniej w tej rodzinie, oznacza, ze Gwiazdor ma wolne (albo wogole nie istnieje), bo nie daje sie prezentow. Pod choinka pusto. Nie ma, ze kazdy w rodzinie robi kazdemu prezent. Tu tradycja jest troche smutna, gdyz automatycznie wyklucza trzygodzinne (albo lepiej! i tu ja sie lapie za glowe) siedzenie w rodzinnym polkolu przy choince, przedluzane dzieciecym slimaczeniem sie oczekiwanie na niespodzianke (bo zawsze najmlodsze dziecko podaje prezenty spod choinki) oraz pokazywanie kazdego jednego prezentu na forum rodziny, przymierzanie i cieszenie sie. Czasem sa nawet oklaski, a na pewno zawsze duzo smiechu. Czasem niebardzo wiadomo, kto i z czego sie smieje, ale to nikomu nie przeszkadza. Tak wiec, w tym smutnym Tutaju takiej domniemanej frajdy nie ma.
Wieczor Wigilijny konczy sie stosem ciast “trzy dni najprzod pieczonych makowcow”…?? Alez skad. To by bylo za latwe. Otoz Wieczor Wigilijny konczy sie kawa i deserem, ktory nazwywa sie “Kerststronk”. I tu mam zamyslnik, poniewaz nie wiem dokladnie jak to opisac… to jest dlugie, polokragle jak makowiec do gory nogami. Na wierzchu ozdobiony w stylu “Boze Narodzenie”, a w srodku sa dwie warstwy jasnego biszkopta, ale to nie one tworza ten stronk, cala reszta tej formy (i pomiedzy biszkoptami) to tlusty, slizgajacy sie po podniebieniu i przyklejajacy sie do zebow bezowy, jak gorset kumy z Podlasia, krem margarynowy o niesprecyzowanym smaku. Ble!!! Cale szczescie, ze przynioslam swoje pracowicie wytworzone cynamonowe gwiazdki i czekoladowe babeczki z wisniami i migdalami, bo nie mialabym satysfakcji.
Taka Wigilia. Nie musze chyba dodawac, ze tu nie ma czegos takiego, jak lamanie sie oplatkiem. Jest co najwyzej lamanie sie gospodyni nad pozostalosciami po kolacji, bo co ona ma zrobic z miska salaty, kilkoma pomidorami i drugim polmiskiem nakrojonego przez rzeznika miesa…???
1 comment czwartek, grudzień 27, 2007




