Po sobocie zazwyczaj jest niedziela
niedziela, listopad 18, 2007
To byl piekny i ciekawy dzien. Przedpoludnie spedzilam na czytaniu Pudelka (oczywiscie przy dobrej mocnej kawie i swiezych croissantach), bo mam chyba polroczne zaleglosci, a tak zyc sie nie da. Juz wiem co i jak z Doda, wiec znowu moge stawic czola mojej szarej i malo znaczacej egzystencji. Nie to, zebym sie poczula lepiej, bo na kompleksy mi sie zbiera. Ja jezdze tylko kanciastym bagaznikiem na kolkach, wlasnego zdjecia to nie mam nawet na pulpicie, nie mowiac o masce silnika, nie mam tak wystajacego (swiezego) balkonu, ani nikt o mnie nie pisze, chocby z zazdrosci (sama sie musze wysilac). Ciezkie zycie.
Sytuacja tutaj, tez nie nalezy do najprostszych. Politycy jezdza od siebie do siebie, nibyrozmawiaja, bo taki maja zawod, ale tak, jak nie schodzi im z twarzy wystudiowany podczas ‘media training’ usmiech, tak nie wychodzi im nic innego z ust, jak ‘nie’. Krol chcial zadzialac, sie wtracil, ale dostal po nosie i teraz siedzi zasepialy na tronie, zamyslony, obojetny i tylko poprawia te wielkie rozowe okulary, ktore mu sie od czasu do czasu zsuwaja. Zadowolony i pewien jest on jedynie z tego, ze coraz wiecej wnukow mu przybywa. Matylda sie stara.
W kazdym razie mija dzisiaj 161 dzien, a w mediach coraz mniej informacji na ten temat. Nie wiadomo co dalej. Ja nie wiem. Znani mi tubylcy sie nie interesuja. Jak sie kraj rozpadnie, to pewnie mi dadza jakos znac z urzedu miasta, chociazby po to, zeby przybic inna pieczatke w dowodzie (i pobrac oplate skarbowa). Mam nadzieje, ze tak bedzie, bo z niewazna pieczatka to ja sobie moge… nadmuchac. Zyje na krawedzi.
Ale jakos daje sobie rade. Pogoda byla piekna. Zostalam w domu. Moze to z przemeczenia… W koncu wczoraj mielismy z chlopakami nie lada orzech do zgryzienia. Taka pilke, w te i we wte, przez poltorej godziny, ha! Sniegu po kolana bylo. Za banda. Zimno, ze nie lada co! A jeszcze wykiwac przeciwnika i trafic miedzy te paliki, to dopiero kunszt!!! Ale udalo sie!!!!!!!!!!! Czipsy i orzeszki po jednej stronie kanapy pofrunely pod sufit. Podczas gdy druga strona kanapy… juz dawno z tych emocji chrapala.
Dzis dopilnowalam nadrobienie tych wielkich strat i druga strona kanapy dostala soczyste streszczenie wydarzen, wraz z moim osobistym rozentuzjazmowanym komentarzem. Druga strona kanapy nie byla jedank w stanie docenic mojego wysilku i kazala mi sie zamknac. Ale daje sobie rade. Zyje pod gorke, tak bylo zawsze….
Entry Filed under: Kraina Frytek, Samo zycie, Taka JA. Tagi: , belgia, belgijska polityka, leniuchowanie, niedziela, pilka nozna, Polska-Belgia.


Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed