Wybory, oby ilosc zamienila sie w jakosc
niedziela, październik 21, 2007
Dzisiaj poczulam sie obywatelka mojego kraju. Oczywiscie, ze pojechalam na wybory. Kosztowalo mnie to 45 minut i stres jazdy po duzym miescie, gdzie jezdza wariaci.
Majac czelnosc narzekania na dana sytuacje, powinnismy miec na tyle przyzwoitosci, zeby ta sytuacje zmienic, a przynajmniej zrobic co w naszej mocy.
Z wlasciwym sobie poczuciem przywileju obywatelskiego oraz obowiazku spolecznego wystroilam sie, jak stroz w Boze Cialo, bo to wazny dzien. Znajoma z malego elektronicznego ekranu pomogla dojechac na miejsce. Parking znalazlam w okolicy, kilka ulic dalej. Pod samym konsulatem bylo gesto. Wszystkiego: samochodow, w wiekszosci na polskich numerach, policji kierujacej ruchem, i ludzi, ludzi, wszedzie chodzacych i stojacych ludzi. Pewnie Polacy. I od razu moglam stanac w kolejce do konsulatu. A szla od wejscia do Konsulatu, ktory znajduje sie w polowie niezbyt dlugiej uliczki, i siegala kilkanascie metrow za najblizszy rog. Stalam okolo pol godziny przed konsulatem, ale szlo dosc szybko. To mnie mile zaskoczylo. Choc z drugiej strony…
Jak tylko przystanelam, dziewczyna przede mna zaraz soczyscie mnie obciela z gory na dol i wcale sie nie kryla. Ooo, jak swojsko, pomyslalam. Juz dawno mnie cos takiego nie spotkalo, ubrana bylam wyjatkowo normalnie, ale ja to podobno jestem nadwrazliwa. Wogole wszyscy stali widocznie troche niewygodnie, bo sie nerwowo rozgladali na wszystkie strony, jakby sie zastanawiali “no, byla kolejka to stanelismy, pani, cholera wie po co??? sie okaze… wazne sie sie stoi“. Tak tradycyjnie. Skads to znam. Wszyscy stojacze popatrywali wiec na siebie, patrzyli na sasiadow, na przechodniow. Tylu Polakow na raz w jednym miejscu…!!
Ja tez nie powiem, zebym czula sie swobodnie, ale swojsko bylo na pewno, bo pan za mna za wszelka cene chcial mnie nauczyc “poprawnego stania w kolejce”, bo to sztuka sama w sobie. Stal tak blisko mnie, ze prawie lezal na moich plecach, albo zmeczony, albo spodobaly mu sie moje perfumy. Za kazdym razem kiedy udalo mi sie podejsc krok do przodu, pan skrupulatnie szedl za mna. Byl z malym chlopcem, pewnie synkiem, ktorego sprawnie uzywal jako pomocy dydaktycznej. Albo synek deptal mi po butach, albo brany na rece troskliwego tatusia, kopal mnie zapewne nowymi bucikami w kregoslup, podczas gdy tatus lezal mi na plecach.
A w miedzyczasie, podeszli jacys znajomi, bardzo serrrdecznie sie przywitali z tatusiem, jego synkiem i znajoma, zaczeli czestowac krowkami, bo wlasnie wracali z polskiego sklepu (wywnioskowalam, bo siateczka watpliwej jakosci byla przezroczysta i widac bylo w niej inne polskie produkty). Jak juz skonczyli sie czestowac, pani znajoma zaczela piac “smakuje ci? lubisz krowki??”, “No pewnie, ze lubi”, odpowiedzial tatus “no co sie mowi Antus? powiedz dziekuje… no, powiedz. Och, on przewaznie mowi merci, rzadko kiedy dziekuje”. Slucham dalej, nie chcem, ale muszem, zreszta jak cala kolejka. Bo teraz pani zaczyna piac od nowa “OOOOch, moj najmlodszy teeeez!!!! Haa haaa!!! Przewaznie juz tylko merci, haa haaaaa…!!!!” Stalam, bo stalam, widzialam sama siebie przewracajaca oczami, bylo coraz bardziej swojsko. Ci za mna mnie grzali w plecy, dziewczyna o wielkich zielonych oczach przede mna - mrozila wzrokiem, miedzy nami krecil sie jakis zagubiony kamerzysta z Walonskiej telewizji, wszedzie ludzie fotografujacy nasza kolejke, pan za mna ma telefon z aparatem fotograficznym “Ooch, ja tez zrobie zdjeice, przeciez mam komorke, ha ha!!!”, takie roznorodne obrazki w stereo i kolorze.
Z glosnych szeptow tlumu dowiedzialam sie takze, ze pan, ktory wlasnie przechodzil wzdluz naszej kolejki, wraz z dwunastoletnia corka, nastoletnim synem o jasnych loczkach, duzym okraglym brzuchem oraz kobieta, do ktorej ten brzuch nalezal, zamykajaca kolumne, to byl Pan Konsul we wlasnej osobie z rodzina. Aaacha!! Stacja nadawcza poinformowala sluchaczy rowniez o tym, za Pan Konsul i jego zona wlasnie spodziewaja sie … uwaga… dziesiatego (slownie: 10) potomka. Znowu sie widze przewracajaca oczami. Obok zaskoczenia i braku wiary (grzesznicy! pokryl kolejke. Rodzine Pana Konsula wpuszczono bez kolejki. Teraz na pewno czuje, ze przestaje z nogi na noge. Konie tez tak robia, jak stoja w bezruchu.
A daleko z tylu zaczynala sie juz nastepna audycja ptasiego radia. No, czy ja naprawde musze wiedziec, ze jakas pani poczeka na swoja kolezanke, ktora dzwoni na komorke tej pierwszej, zapowiadajac rychle nadejscie, w zwiazku z czym, wlascicielka komorki bedzie sie regularnie cofac (nowa moda stania w kolejce?!) w kolejce, zeby tylko wejsc do srodka, jak tylko ta druga do niej dojedzie????????
Szopka skonczyla sie przy wejsciu do budynku, gdzie grzecznie poproszono o krotka identyfikacje. Potem wskazano wejscie do piwnicy. Przy schodach staly dwie mile i, o dziwo, usmiechniete panie zapraszajac na dol w celu glosowania. Przez chwile zwatpilam, czy Polki. Po kilku wizytach w konsulacie, takze rozmowach telefonicznych, mam inne doswiadczenie. Zdecydowanie “Nasze”, bo “nazwiska do jot to w dol i na lewo”. And the rest is history…
Znowu w kolejke, ale szybka, po formularz wielkosci malej koldry (najtanszy druk, bo recto verso lub skladanie kosztuje duzo wiecej, wiem, bo to moj zawod), odnalezienie nazwiska na liscie niewinnych, autograf, haczyk, dlugopis, krotki i uprzejmy instruktaz usmiechnietego (znowu usmiech?? dluzej tego nie zniose, to takie nie-polskie) pana, maly zarcik i do przebieralni. Kolejki nie bylo. Wchodze, skreslam, skladam ta koldre, i to zajelo mi najwiecej czasu, wychodze, wrzucam do wielkiej drewnianej bialo-czerwonej urny, gdzie uprzejma i omatkojezususmiechnieta pani wskazuje palcem i dziekuje. Wychodze, wybiegam schodami na gore, bo juz dluzej tej nadzwyczajnej milosci do blizniego swego nie zniose. Nie poznaje tych ludzi, nie po polsku. Powinni dostac po kiszonym ogorku przed otwraciem lokalu, to przy najmniej byloby wiarygodnie.
A moze bylam nie na tych wyborach, co trzeba..? Chociaz nie, niemozliwe, na liscie byly disneyowskie kaczki…
Entry Filed under: Daleko a blisko, Samo zycie, Taka JA. Tagi: polska, wybory parlamentarne, Konsulat, Bruksela, RP.


Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed