Polska kielbasa??
piątek, październik 19, 2007

Przeskakujac ktoregos wieczoru z blogu na blog, natknelam sie na “Gotuj sie!“, blog kulinarny pana Piotra Adamczewskiego, redaktora i krytyka kulinarnego POLITYKI. Doszlam do wniosku, ze ja tez chce pisac o kuchni. A co?!!
Nie jestem kucharzem, ani koneserem, ani recenzentem Michelin’a, ale gotowac lubie, smakosz ze mnie wysmienity, a i poczucia krytyki mi nie brakuje.
Zaczne od czegos prostego. Otoz wczoraj w miejscowym markecie (bo taki super to on nie jest - to tylko OKay, mlodsza siostra najtanszej belgijskiej sieci sklepow Colruyt) udalo mi sie po raz pierwszy od 10 lat kupic cos, co przypomina polska kielbase oraz polskie parowki. Po raz pierwszy, bo ja zakupow w polskich sklepach w Brukseli nie robie. Jestem doskonalym przykladem integracji spolecznej. Mowie po flamandzku, jezdze na rowerze w wysokich obcasach, a nawet mule z frytkami w sezonie jem. Oczywiscie jesli chodzi o smak owej kielbasy i parowek, to nie ma o czym mowic. Oba specjaly przypominaja raczej niemiecki “knoblauch wurst”, ale moja uwage zwrocily etykiety. Moze to wina skrzywienia zawodowego, jednak nie moglam sie oprzec tym Krakowiakom na etykietce. Z wlasciwym sobie poczuciem humoru, usmiechnelam sie szczerze do samej siebie. To bylo rozgrzewajace uczucie, tym bardziej, ze stalam z sklepowej lodowce (osobne pomieszczenie, gdzie stoja warzywa, owoce, jogurty, wedliny i miesa).
Przygladalam sie chwile tej etykiecie… Co artysta mial na mysli? Jest to zdecydowanie wyrob belgijski, adres jest, mozna napisac list milosny. Co dziwniejsze, jest to kielbasa, czego Belgowie nie jadaja (jadaja salami), chyba, ze w wyjatkowych sytuacjach pod wiele mowiacym tytulem “szokrut”. “Choucroute” to z francuskiego kiszona kapusta, ktora tu sie sprzdaje w konserwach, i ktora wcale nie jest kwasna, i podaje sie ja z boczkiem i taka nieprawdziwa kielbasa. Moja intuicja podpowiada mi jednak, ze taka potrawa, pochodzi raczej z kuchni niemieckiej. I to na pewno nie jest bigos!
Jesli chodzi o nazwe kupionego przeze mnie specjalu, to najpierw jest po francusku, potem po flamandzku. W tym kraju ma to wielkie znaczenie i swiadczy o tym, iz product jest przeznaczony najpierw na rynek Walonii, lub francuskojezyczny, a dopiero w drugiej kolejnosci na rynek flamandzkojezyczny, bo ci i tak rozumieja po francusku. Ale o co tu chodzi??
… i tu zaczyna mi switac. Reasumujac, mamy niemieckopodobna kielbase, o francuskiej nazwie, z polskimi Krakowiakami na opakowaniu… To moze oznaczac tylko jedno. Polacy w Brukseli. Tylko w Brukseli jest tak wielu Polakow mowiacych po francusku. W ramach otwarcia rynku pracy (w zeszlym tygodniu byly Targi Pracy i zatrudniono od reki 3000 Polakow), przybywa Nas w tym kraju w tak zastrzaszajacym tempie, ze wprowadzanie polsko-podobnych produktow do podstawowych sklepow widocznie zaczyna sie oplacac. Moze w ramach belgijskiej goscinnosci? W Niemczech podobno nawet w Lidlu mozna kupic mielone ziemniaki (takie na placki ziemniaczane) albo kopytka.
Ja sie jednak nie dam nabrac. Najlepsze parowki byly za czasow komunizmu. To chyba widac po mnie, bo sie na nich wychowalam. Kapuste kiszona robi wysmienicie moja mama. Prawdziwa wedzona (spalona, jak mowia belgowie) kielbase, mianowicie sucha krakowska, przywoze z Polski. A kopytka potrafie zrobic sama.
Entry Filed under: Kraina Frytek, Samo zycie. .


Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed