O jak my nakrywamy!!
sobota, październik 6, 2007
Pierwsza lekcja tenisa za nami. Jesli wyobrazasz sobie, ze stoimy na korcie w krotkich bialych gatkach, w rzedzie pomiedzy siegajacymi nam do pasa szesciolatkami z kilkuletnim stazem tenisowym i wygladamy, jak przerosniete, niegramotne nastolatki, to sie zdecydowanie mylisz. CALE szczescie! Nie chcielibysmy narazac reputacji wlasciciela kortow na szwank. A jesli wyobrazasz sobie, ze jest nas dwoje na wielkim, nieposkromionym, czerwonym polu z krzyzujacymi sie bialymi liniami, gdzie nauczyciel-trener rzuca rozkazy na prawo i lewo (swoje prawo albo swoje lewo, zeby do nas dotarlo, bo czlowiek w tym wieku juz slabiej slyszy), a my biegamy za pilkami i nakrywamy, i nie boimy sie uderzyc mocno, i nakrywamy, postawa, mysl o nogach, przygotuj od dolu, i dalej nakrywamy, no to tak wlasnie to wyglada.
Nie bylo to pierwsze spotkanie z tenisem. Razem grywamy juz chyba od siedmiu lat, ale dopiero w tym roku zaczelo cos z tego wychodzic. Moj sporadyczny autodydaktyzm zaczal wreszcie przynosic wyniki. Pilka, o dziwo, zaczela przelatywac ponad siatka, zarowno z przedniego handu jak i z tylnego, zdecydowanie obnizyla lot do rozsadnych wysokosci, a nawet osiagnela predkosc powyzej zera. Juz od dobrych dwoch, trzech lat nie musze szukac pilek po lesie, ani nie gubie ich w krzakach. Nawet nie pamietam kiedy, moze ze cztery lata temu, po raz ostatni pilka spadla mi na jeden z zaparkowanych wokol kortu samochodow. Statystyki mam swietne. Jednak zeby nie popasc w jakies ekstatyczne samozadowolenie, a szczegolnie niepoprawne przyzwyczajenia, postanowilismy oddac nasz nieposkromiony talent w rece profesjonalisty. Kto wie, moze beda z nas jeszcze jakies Navratilove…?! Albo chociaz Henin - tutejsza narodowa duma (WTA 1) !
Entry Filed under: Kraina Frytek, Samo zycie, Taka JA, Wielu Przyjaciol mam. Tagi: henin, juju, justine, kort, lekcja, martina, navratilova, tenis, trener, trening.
3 Comments Add your own
Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed


1.
EDYTA | wtorek, październik 9, 2007 at
zapomnałaś wspomnieć o drobnym incydencie z dzieciństwa . Już wtedy rakieta nie była Ci obca , szczególnie upodobał sobie Twój łuk brwiowy , a krew się lałaaaaa …..
2.
oliwiadrozd | środa, październik 10, 2007 at
… Ha! A jak wpadlam do domu jedna reka zakrywajac oko, a z pomiedzy palcow lala sie krew, to mama wpadla w szok, bo myslala, ze mi to oko wypadlo i ja je w tej rece trzymam!!!!!! Czysty horror. A kto mi wtedy przyfasolil????
3.
EDYTA | środa, październik 10, 2007 at
wiem napewo , TO NIE JA ….