O jak my nakrywamy!!
Pierwsza lekcja tenisa za nami. Jesli wyobrazasz sobie, ze stoimy na korcie w krotkich bialych gatkach, w rzedzie pomiedzy siegajacymi nam do pasa szesciolatkami z kilkuletnim stazem tenisowym i wygladamy, jak przerosniete, niegramotne nastolatki, to sie zdecydowanie mylisz. CALE szczescie! Nie chcielibysmy narazac reputacji wlasciciela kortow na szwank. A jesli wyobrazasz sobie, ze jest nas dwoje na wielkim, nieposkromionym, czerwonym polu z krzyzujacymi sie bialymi liniami, gdzie nauczyciel-trener rzuca rozkazy na prawo i lewo (swoje prawo albo swoje lewo, zeby do nas dotarlo, bo czlowiek w tym wieku juz slabiej slyszy), a my biegamy za pilkami i nakrywamy, i nie boimy sie uderzyc mocno, i nakrywamy, postawa, mysl o nogach, przygotuj od dolu, i dalej nakrywamy, no to tak wlasnie to wyglada.
Nie bylo to pierwsze spotkanie z tenisem. Razem grywamy juz chyba od siedmiu lat, ale dopiero w tym roku zaczelo cos z tego wychodzic. Moj sporadyczny autodydaktyzm zaczal wreszcie przynosic wyniki. Pilka, o dziwo, zaczela przelatywac ponad siatka, zarowno z przedniego handu jak i z tylnego, zdecydowanie obnizyla lot do rozsadnych wysokosci, a nawet osiagnela predkosc powyzej zera. Juz od dobrych dwoch, trzech lat nie musze szukac pilek po lesie, ani nie gubie ich w krzakach. Nawet nie pamietam kiedy, moze ze cztery lata temu, po raz ostatni pilka spadla mi na jeden z zaparkowanych wokol kortu samochodow. Statystyki mam swietne. Jednak zeby nie popasc w jakies ekstatyczne samozadowolenie, a szczegolnie niepoprawne przyzwyczajenia, postanowilismy oddac nasz nieposkromiony talent w rece profesjonalisty. Kto wie, moze beda z nas jeszcze jakies Navratilove…?! Albo chociaz Henin - tutejsza narodowa duma (WTA 1) !
3 comments sobota, październik 6, 2007

