Przepis na zakalec

poniedziałek, październik 1, 2007

Od samiusienkiego bozego ranka leje jak z cebra. Nie przestalo nawet na minutke. Niebo jest zasnute jakas szara mazia, a z niej sie leje… Nie ma tu tak, zeby spadlo, powialo i sie skonczylo. Jak sie w Belgii rozpada, to trzymajcie sie ludzie, moze po tygodniu sie skonczy. I tak siapi, i tak sie leje, i tak czlowieka cholera trafia. Ani to wyjsc, ani sie przejsc, ani przejechac, ani nie ma na co popatrzyc i czlowieka depresja nachodzi, bo ciagle wszedzie SZAROoooooo……

Szaro, czarno, buro, nie buro, musialam sie wybrac na poczte. W zeszlym tygodniu odswiezylam oferty w sklepie Wool it be”, a poza tym rok szkolno-akademicki sie zaczal, wiec i ludzie do swoich hobby wrocili i m.in. zaczynaja z powrotem wiecej welny kupowac. To bardzo mile. Bylam na poczcie wyslac kilka takich welnianych paczek. Pojechalam samochodem, bo w taki deszcz to jedyna opcja, choc gdyby bylo cieplo i slonecznie, skusilabym sie na rowerek. W kazdym razie jade, z nieba sie leje, spadaja wielgasne krople, tak wielkie, ze jak sie jedna rozchlapnie, to pol szyby na te kilka sekund zasloni, niebo ciemno-szare, lekki polmrok, a wiekszosc Belgijskich kierowcow jedzie se w najlepsze… BEZ SWIATEL. Nie to, ze oni tak jada sobie spokojnie, a w miejscach po lampach z przodu samochodu zieja takie przerazliwie puste oczodoly po wyrwanych galkach… Az tak strasznie nie jest, ale polski policjant to by sie za glowe zlapal, albo zaczal strzelac na oslep (ha, na oslep!!), radarem, jakby zobaczyl tyle samochodow jadacych w ulewe bez wlaczonych swiatel. Dramat przezylam (zreszta jak zwykle, na belgijskiej drodze w czasie deszczu), bo ja ich normalnie nie widze tych kierowcow. Przeciez tak bezmyslnie nie mozna, oni sa malo, wrecz slabo widoczni na jezdni!!!!!!!! Stanowia zagrozenie dlasiebie i dla innych. Nie bylby to zaden problem, a przy najmniej duzo mniejszy, gdyby wszystkie tutejsze auta byly w kolorze zotlo-kanarkowym we fluorescencyjne pomaranczowe kropki. A tu wiekszosc ma modne kolory: wszystkie odcienie szarosci, a dla odmiany czarny, jak jezdnia. Zlewaja sie z asfaltem, z deszczowym niebem i ze soba dokumentnie. A juz nie wspomne o tych rzadkich przypadkach, kiedy to pada snieg, a przy tym spada i widocznosc… Wlos sie na glowie jezy. Otoz wlaczone swiatla nie sa w Belgii obowiazkowe, nigdy. Co za szok dla polskich uszu (i oczu)! Poza malym wyjatkiem: w nocy tak. Zastanawiam sie, czy ludzie nie maja wyobrazni???????????

Ale jest taki jeden przepis drogowy w Belgii, ktory bije na glowe wszystkie inne: otoz ogolnie rzecz biorac obowiazuje w ruchu drogowym zasada pierwszenstwa prawej reki. Nie byloby w tym nic dziwnego, bo w Polsce tez jest podobny przepis, ale w Belgii obowiazuje WSZEDZIE, chyba ze jest “zaznaczone inaczej”. Juz tlumacze. Moze wezmy za przyklad ulice Wroclawska w Walbrzychu, bo jest mi najlepiej znana. Jedziemy sobie spokojnie autem do centrum, a moze tylko na Satre Miasto, bo jak sie za chwile okaze, do centrum nie damy rady dojechac w ciagu jednego dnia. Zasada ogolnego pierwszenstwa prawej reki nakazywalaby nam zatrzymac sie przy kazdej (!) bocznej uliczce, dochodzacej do ulicy Wroclawskiej i dopuscic do ruchu nadjezdzajacy stamtad samochod, ktory dobrze znajac ta fajna zasade, nie przychamowalby nawet, tylko wprulby sie w nasza Wroclawska. My musimy uwazac ze wzgledu na wlasne interesy, bo jesli dojdzie do kolizji, to wina jest po naszej stronie. Czesto w ten sposob finguje sie uzyskanie odszkodowania powypadkowego. I nie powiem nikomu, obywatele ktorego zachodnio-afrykanskiego kraju sa najwieksza grupa reprezentujaca “takich poszkodowanych” w Brukseli. No wiec jadac ulica Wroclawska przychamowujemy co piecdziesiat metrow, bo uliczek dochodzacych z prawej strony jest bardzo duzo, szczegolnie bardzo malutkich, aby sprawdzic, czy przypadkiem nie nadjezdza jakis chetny z prawej strony. Uprzejmie wpuszczamy, jesli jest chetny, bo nawet jesli nie jest chetny, bo zachamowal(!!), to i tak musimy udzielic mu pierwszenstwa. Czyli przez kilkanascie sekund oba auta, czyli obie nitki ruchu, stoja nieruchomo i czekaja na to, kto kogo wpusci, kto komu zajedzie droge, albo kto w kogo przy…dzwoni. A nie daj boze, jak z prawej uliczki nadjezdza korowod samochodow stojacych uprzednio przed zamknietym przejazdem kolejowym!!!!

Cale szczescie, ze mozemy sie zatrzymac w Orbisie na noc!

Ps.: Znam jeszcze taki przepis drogowy w Belgii, gdzie pierwszenstwo prawej reki obowiazuje rowniez na…. rondzie!!!!!!!!! Nie na wszytskich, ale sa TAKIE RONDA.

Entry Filed under: Bliscy a Dalecy, Kraina Frytek, Samo zycie. Tagi: , , , , , , , , , .

Leave a Comment

Required

Required, hidden

Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Dzien po dniu...

październik 2007
P W Ś C P S N
« wrz   lis »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Najswiezsze!!

Przeczytano...

Chmurki

Akademia Sztuk Artyfartylandia Bliscy a Dalecy Ciuchy Daleko a blisko Kraina Frytek moda Niebo w gebie projektowanie Samo zycie Taka JA Welniana welna Wielu Przyjaciol mam

Linki

Co bylo, a nie jest...

Strony